W drodze do San Francisco. Latarnia morska i słoń.

 

Drogi Czytelniku,

Niektórzy ludzie twierdzą, że lepiej jest zarezerwować hotel, samolot, czy autobus, który dowiezie ich wprost do atrakcji turystycznych. Dżasta, Ania i Anita były innego zdania. Prawdziwego ducha przygody poczujesz dopiero wówczas, gdy wypożyczysz auto i sam zawieziesz się do celu. Po drodze można napotkać wiele atrakcji, których nie ma w przewodnikach.

Z Los Angeles do San Francisco.

Od Los Angeles do San Francisco dzieliły je 613,5 km. Udzielił im się nastrój utworu „San Francisco” Scotta McKenzie. „If you are going to San Francisco, be sure to wear some flowers in your hair.”

Trasa wzdłuż oceanu była magiczna, przez cały czas podziwiać można było przepiękne widoki. Jedynie biedna Anita, która była kierowcą, musiała bardziej skupiać się na drodze. Dziewczyny wołały: Ej patrz jakie piękne!”, a ona na to :Taaaa...”.

Santa Barbara Harbor.

Ania, która słynna jest z tego, że lubi wszystko planować, szybko sprawdzała co też ciekawego może być po drodze. Tak dziewczyny trafiły do Santa Barbara w Kalifornii. Tam przeszły się na Santa Barbara Harbor, czyli port.

12002328_10203743651231084_4287412471368361352_n

 

 

Niesamowity widok.

Po przyjemnym spacerze wróciły na trasę, po drodze podziwiając przepiękne widoki. Dżasta wreszcie miała okazję, aby zrobić sobie zdjęcie bez stanika tyłem, ale tym razem bez podskoku 😉 Wtedy to właśnie poczuła, jak bardzo jest wolna i że nie ma ograniczeń.

12328414_1574582762854700_850371133_n

Big Sur.

Następnie jedną z najniebezpieczniejszych dróg w Stanach Zjednoczonych ruszyły w dalszą drogę. Big Sur, bo tak nazywa się droga, ciągnie się na 110 km. Przez cały czas z okna samochodu można obserwować wybrzeże i zapierające dech w piersi otoczenie. Poza tym jest tam bardzo niebezpiecznie. Liczne zakręty, brak barierek oraz jazda przy zboczu na ogromnej wysokości sprawiały, że Dżasta czuła się jak w wesołym miasteczku. Była podekscytowana, Anita skupiona na drodze, natomiast Ania baardzo przerażona. Do tego stopnia, że dziewczyny kazały jej pójść spać 🙂

10351389_10203743652991128_4526833346101326987_n

Przyjaciółki jechały jak najdalej się tylko da, a gdy Anita była już zmęczona, szukały noclegu w motelach, jak zwykle biorąc pod uwagę fundusze, a nie ich własną wygodę. Jako tako się wysypiając, z rana wsiadły ponownie do samochodu.

Pigeon Point Lighthouse.

Na trasie zatrzymały się, aby zobaczyć Pigeon Point Lighthouse, latarnię morską z nieziemskim widokiem na wybrzeże. Można tam spotkać turystów, ponieważ obok latarni znajduje się Pigeon Point Lighthouse Hostel. Jeżeli ktoś pragnie odosobnienia, ciszy lub natchnienia może zatrzymać się tam na kilka dni. Dziewczyny zabawiły tam tylko na chwilę.

12033140_10208056848285440_738379387870795061_n

 

 

Przystanek plaża.

Potem zatrzymały się na jednej z plaż, żeby po prostu nacieszyć się piaskiem masującym ich stopy oraz być może spróbować popływać. Woda była lodowata, ale to nie przeszkadzało w moczeniu stóp.

 

 

Słonie morskie!

Kolejna magiczna chwila w podróży, ni stąd, ni zowąd dziewczyny zauważyły znak: SEA ELEPHANTS (słonie morskie). Od razu się zatrzymały i poszły w kierunku, który wskazywała strzałka, a tam na plaży leżało mnóstwo słoni morskich oraz fok. Wszyscy razem. Jedni się tulili, inni „kłócili”, niczym jedna wielka „włoska rodzina”.

12002198_10203743652911126_2590415701778851293_n

Tym cudownym momentem zakończyła się przygoda dziewcząt na trasie do San Francisco. Po koniec dnia dotarły do hotelu, który wcześniej zarezerwowały i z uśmiechami na twarzach gotowe były do przywitania następnego dnia i eksplorowania miasta, ale o tym następnym razem…

P.S. Dla mnie osobiście najlepsze było zobaczenie słoni morskich i fok na dziko na plaży. Bardzo podobało mi się, że wszyscy szanowali zwierzęta. Nie widziałam ani jednej osoby, która weszłaby za barierkę, straszyła, czy śmieciła w tym miejscu. Małe foczki i słoniki skradły moje serce. Nie chciałyśmy robić zbyt wielu zdjęć, wolałyśmy zachować ten moment dla siebie.

12002911_10203743651111081_7208532859555637656_n

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

MOUSE

BAŚNIE I DZIENNIKI Z AMERYKI PÓŁNOCNEJ.

Ramericana, czyli brunetka za oceanem

Opowieść o życiu codziennym w USA, podróżach i przemyśleniach z perspektywy emigrantki

NIE NAZYWAJ TEGO MARZENIEM, NAZWIJ TO PLANEM!

mały budżet , wiele przygód

Z pamiętnika podróżoholika

O podróżach - po Ameryce Południowej, po Europie, po Polsce

%d blogerów lubi to: