Dziki namiot, akcja policyjna – Boston, Massachusetts.

 

Drogi Czytelniku,

Pewnego razu na campie…

Dżasta, Paweł, Michał, Edźka i Bea postanowili wykorzystać fakt, iż razem mają day off (dzień wolny). Casco w Maine znajduje się około dwóch godzin drogi od słynnego Bostonu w stanie Massachusetts.  Na pewno kojarzysz słynny baseballowy team Boston Red Sox, czy uczelnię Harvard.

Przygotowania do podróży…

Przyjaciele wspólnie wyruszyli właśnie tam, aby spędzić swój wyjątkowy dzień. Udało im się pożyczyć samochód i skończyć pracę o poobiedniej porze. Ustalili, że pojadą do Bostonu już wieczorem w przeddzień „day offa”. Jako zwolennicy taniego wypoczynku nie zarezerwowali noclegu, wzięli ze sobą natomiast namiot :).

32982064_10211151109405631_1458366109680926720_n

Zwiedzanie Bostonu – Boston Public Garden.

Po  długiej drodze i niezliczonej ilości odsłuchanych piosenek Disco Polo wreszcie dotarli do celu. Było już bardzo późno, ale to ich nie zniechęciło do spacerowania po mieście. Dżasta uważała, że błądzenie w ciemnościach i ciszy może być bardzo klimatyczne. Wędrówkę zaczęli od Boston Public Garden, czyli przepięknego parku miejskiego. Co ciekawe znajduje się tam pomnik Tadeusza Kościuszki.

Armenian Heritage Park Labyrinth

Kolejnym etapem wycieczki było odwiedzenie bostońskiego labiryntu, czyli Armenian Heritage Park Labyrinth (Greenway labyrinth). Dżasta była pod ogromnym wrażeniem tego miejsca.

Boston Holocaust Memorial

Zaraz po labiryncie poszli zobaczyć Boston Holocaust Memorial (New England Holocaust Memorial), czyli Pomnik ofiar Holokaustu. Jest to bardzo nowoczesny memoriał, który składa się z sześciu szklanych wież o wysokości około 16.5 metra. Miejsce koniecznie należy odwiedzić, będąc w Bostonie.

33089643_10211151114045747_8204327957104164864_n

Poszukiwania noclegu.

Robiło się coraz później, więc przyjaciele postanowili poszukać zaparkowanego samochodu oraz „noclegu”.

 

Mieli ze sobą wcześniej wspomniany namiot, więc postanowili z niego skorzystać. Boston to duże miasto, ciężko o dobre miejsce do rozłożenia namiotu. Wspólną decyzją zdecydowali się na odszukanie dogodnej, dzikiej plaży. Udało się! Idealna plaża, pusta, cicha, jednak położona ciut za blisko budynków mieszkalnych.

Uwierz mi Czytelniku, gdy jest 1 nad ranem, a jesteś w obcym mieście, nie masz pieniędzy, ale masz namiot, to lejesz na zasady.  Każdy z grupy, i Dżasta, i Bea, i Edzia, i Paweł i Michał wiedział, że nie jest to legalne, ale było im wszystko jedno. Zresztą, „przecież zawsze mogli udawać, że jako obcokrajowcy nie wiedzieli, że nie mogą rozbijać namiotu na plaży”.  Po walce z wiatrem i innymi przeciwnościami losu (zagubione w ciemnościach części od namiotu) wreszcie udało się im rozbić namiot i  wcisnąć do dwuosobowego namiotu :).

DSC_0564

Akcja policyjna!

6 rano, ktoś puka do namiotu i woła „Open the tent! , Open the tent!”. To była policja! Pan Police Officer  powiedział: „Don`t you know that it is illegal to sleep on the beach?” ( „Czy nie wiecie, że to nielegalne spać na plaży?”. Oni na to chórem: „Noooo”. Mundurowy mówi: „So where are you from guys?” („Skąd jesteście?”).  I tak zaczęła się krótka, bardzo przyjemna pogawędka z policjantami o różnicach kulturowych i niewiedzy turystów. Panowie kazali się grupie ogarnąć i złożyć namiot, bo przecież nie mogą tak na plaży zostać. Grupa powiedziała, że jasne, jasne… Trochę im to zajęło, chcieli napawać się widokiem oceanu nad ranem. Wreszcie spakowali się i zabrali do samochodu, a przyjacielscy policjanci czekali aż stamtąd odjadą :).

Revere Beach.

Po porannym incydencie i niedosycie plażowym postanowili spędzić czas w bardziej relaksujący sposób. Pojechali na plażę Revere Beach położoną niedaleko Bostonu w miejscowości Revere.  Tam urządzili piknik i pluskali się w wodzie jak małe syrenki. Plaża była również genialnym strategicznie pomysłem ze względu na możliwość skorzystania z prysznica, którego w namiocie nie było :).

Harvard.

Po cudownej, plażowej kąpieli kolejnym przystankiem na liście był Harvard. Dżasta przestąpiwszy wejście na teren uczelni, poczuła nagły przypływ inteligencji, a zmysły pracowały na pełnych obrotach… Kupiła sobie świetną koszulkę, którą później zgubiła.

Boston Red Sox.

Potem przyszedł czas na  olbrzymi Stadion Red Soxów. Akurat zbliżał się mecz, dlatego też było tam bardzo tłoczno. Nie udało się im zobaczyć stadionu od środka.

Później krótki spacer po okolicy i  wypoczynek na ogromnym krześle 😉 Było baaaardzo wygodne po kilkukilometrowej wędrówce… Dżastę zachwyciła architektura miasta, która bardzo przypomina tę europejską. Boston jest jednym z najstarszych miast w Stanach Zjednoczonych, bardzo czystym i zadbanym.

Czas na powrót.

Po dniu pełnym wrażeń nadszedł czas powrotu do obozu. Kolejne dwie godziny śmiechu i zabawy!

P.S. Boston jest przepięknym i ogromnym miastem z wieloma atrakcjami, których nie udało nam się zobaczyć. Pojechaliśmy tam bez większego planu, ale wiedzieliśmy mniej więcej, które atrakcje na pewno chcemy zobaczyć. Dla mnie fakt, że nie zobaczyłam wszystkiego, to jedynie kolejny powód, aby być może wrócić tam w przyszłości.

Chciałabym również ogromnie podziękować moim przyjaciołom, którzy odkopali część zdjęć i pozwolili mi je udostępnić na blogu:*

P.S. 2 Pozdrawiam wszystkich serdecznie ze słonecznego Cypru, na moim instagramie na pewno pojawią się jakieś aktualne zdjęcia. To moja pierwsza wyprawa z moją młodszą siostrą 🙂 W kolejnym wpisie ciąg dalszy przygody z USA oraz słoneczne Los Angeles.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

MOUSE

BAŚNIE I DZIENNIKI Z AMERYKI PÓŁNOCNEJ.

Ramericana, czyli brunetka za oceanem

Opowieść o życiu codziennym w USA, podróżach i przemyśleniach z perspektywy emigrantki

NIE NAZYWAJ TEGO MARZENIEM, NAZWIJ TO PLANEM!

mały budżet , wiele przygód

Z pamiętnika podróżoholika

O podróżach - po Ameryce Południowej, po Europie, po Polsce

%d blogerów lubi to: