Hierve el Agua, el Tule i Mitla.

Drogi Czytelniku,

Wybraliśmy się już do Monte Alban, muzeum historii w Oaxaca i przepięknego ogrodu etnobotanicznego w mieście. Dzisiaj nadszedł czas na dalsze odkrywanie stanu Oaxaca w Meksyku.

Zazwyczaj nie decyduję się na wycieczki z przewodnikiem, ale tym razem moi przyjaciele Jorge i Keila poradzili mi, że na tę warto się wybrać. Szczególnie, że finansowo wyszła nas ona całkiem tanio. Mowa o wycieczce do Hierve el Agua, którą dostajemy w pakiecie z wizytą w El Tule, Mitli, destylarni Mezcal, fabryce dywanów oraz bufetem. Całość wycieczki wliczając autobus, przewodnika, bufet i bilety wstępów do wszystkich miejsc kosztowała nas 550 pesos za osobę, czyli około 110 zł.

Dear Reader,

We have been already in Monte Alban, the history museum in Oaxaca and the beautiful ethnobotanical garden in the city. Today is the time to explore further the state of Oaxaca in Mexico.

I usually don’t go on guided tours, but this time my friends Jorge and Keila advised me that it is worth going. Especially that it was not expensive one. I decided to go on a trip to Hierve el Agua, it also included a visit to El Tule, Mitla, Mezcal distillery, a carpet factory and a buffet. The whole trip including bus, guide, buffet and entry tickets to all places costed us 550 pesos per person (PLN 110).

El Tule.

Pierwszym przystankiem na trasie wycieczki była wizyta w El Tule. Miasteczko położone niecałe 13 km od Oaxaci jest bardzo słynne, ponieważ rośnie w nim drzewo o najszerszej średnicy na świecie. Byłam już w Sequoia National Park w USA, gdzie sekwoje były olbrzymie i baaardzo szerokie, ale drzewo w Tule zdecydowanie wygrało w konkursie na grubość. Możesz nie wierzyć moim słowom, ale na pewno uwierzysz liczbom. Średnica tego cypryśnika meksykańskiego wynosi 56 m, natomiast wysokość to 42 metry. Muszę przyznać, że robi ono wrażenie. Wiele osób dostrzega kształty zwierząt w pokręconym pniu drzewa z El Tule. Nam udało się zobaczyć kształt przypominający słonia, żyrafę oraz lwa.

Zdecydowanym minusem wycieczki zorganizowanej jest fakt, że ma się ograniczoną ilość czasu. Ja z wielką chęcią w Tule spędziłabym go więcej i pospacerowała uliczkami miasta, przewodnik był jednak bezwzględny i dał nam jedynie 20 minut.

The first stop was in El Tule. The town located less than 13 km from Oaxaca is very famous because of a tree with the widest diameter in the world. I was already in Sequoia National Park in the USA, where trees were huge and sooooo wide, but the tree in Tule definitely won in the thickness competition. You may not believe my words, but you will certainly believe the numbers. The diameter of this Mexican cypress is 56 m, while the height is 42 meters. I must admit that it is impressive. Many people see the shapes of animals in the twisted trunk of the El Tule tree. We managed to see an elephant, giraffe and lion shape.

The big disadvantage of an organized trip is the fact that you have a limited amount of time. I would love to spend more time in Tule and take a walk around the city streets, but the guide gave us only 20 minutes.

Pod napisam El Tule. Takie kolorowe napisy znajdują się w każdym mieście w Meksyku.

Hierve el Agua.

Kolejnym przystankiem na trasie była największa atrakcja dnia, czyli Hierve el Agua. To przepiękny wodospad z niesamowitymi rzeźbieniami i formacjami skalnymi. Ze szczytu tego 2700 letniego wodospadu możemy podziwiać niesamowite widoki oraz zrelaksować się w basenach nad klifem. Całość robi ogromne wrażenie.

The next stop was the biggest attraction of the day, Hierve el Agua. This is a beautiful waterfall with amazing carvings and rocks formations. From the top of this 2700-year-old waterfall, we can enjoy amazing views and relax in the pools above the cliff.

Widok na baseny w Hierve el Agua.

Ponownie żałowałam, że jestem na wycieczce zorganizowanej i nie mam więcej czasu na podziwianie Hierve el Agua. Przewodnik dał nam dwie godziny na spacer po szlaku. Udało nam się zobaczyć wszystko, ale w pośpiechu. Widoki zapierają dech w piersi i na pewno będąc w tej okolicy ponownie odwiedzę to miejsce.

Again, I regretted being on an organized trip and had no more time to admire Hierve el Agua. The guide gave us two hours to sightseeing. We were able to see everything in a hurry. The views are breathtaking and I will definitely visit this place again in the future.

Mężczyzna w sombrero.

Wielkie wrażenie zrobiły na mnie przepiękne formacje skalne na szczycie wodospadu. Trzy baseny, w których można zrelaksować zmęczone wędrówką mięśnie także mnie oszołomiły. Najchętniej bym z nich nie wychodziła, ale trzeba było wracać do autobusu i ruszać dalej w trasę.

I was impressed by the beautiful rock formations at the top of the waterfall. Three pools where you can relax are also amazing. I would prefer not to leave them, but I had to go back to the bus.

Jeden z basenów na szczycie Hierve el Agua.

Mitla.

Odwiedziliśmy już wspólnie Monte Alban, czyli miasto założone przez Zapoteków. Podczas tej wycieczki także miałam okazję na zobaczenie kolejnego niesamowitego miasta zbudowanego przez Zapoteków w 500 roku. To miasto to Mitla, gdzie na całe szczęście możemy w dalszym ciągu podziwiać kilka budynków. Mitla stanowiła dla Zapoteków główne centrum kultu religijnego. Nazwa Mitla pochodzi od słowa Mictlan, które oznaczało w języku Zapoteków zaświaty. Możemy tam wciąż podziwiać niesamowite rzeźbienia oraz przepiękne mozaiki.

Wiadomo, że miasto zostało założone przez Zapoteków, następnie mieszkali tam Mistekowie oraz w XV wieku Aztekowie. Tak, jak i Monte Alban, Mitla została wpisana na światową listę UNESCO w 2010 roku.

We have already visited Monte Alban, a city founded by the Zapoteks. During this trip I also had the opportunity to see another amazing city built by the Zapoteks in 500. This city is Mitla, where, fortunately, we can still admire several buildings. Mitla was the main center of religion for the Zapotecs. The name Mitla comes from the word Mictlan, which in the Zapotec language meant afterworld. We can still admire the amazing carvings and beautiful mosaics.

It is known that the city was founded by the Zapoteks, then the Misteks lived there and in the 15th century Aztecs. Mitla is listed on the UNESCO World List from 2010.

Z Keilą pod świątynią w Mitli.

Mezcal.

Oaxaca słynie z lokalnego alkoholu zwanego Mezcal. Podczas pobytu w mieście miałam okazję spróbować tego trunku, ale nie wiedziałam jak dokładnie się go produkuje. Jednym z elementów wycieczki była wizyty w miejscu, gdzie produkuje się Mezcal. Dzięki temu miałam okazję zobaczyć cały proces tworzenia tego alkoholu.

Wiele osób kojarzy mezcal z tequillą, jednak alkohole znacznie się różnią. Mezcal tworzony jest z wielu gatunków zielonej agawy i całego rdzenia agawy. Do niektórych mezcali dodawana jest larwa ćmy, która żeruje na liściach agawy.

Osobiście spróbowałam chyba z dziesięć różnych mezcali i sama się sobie dziwię, że byłam jeszcze w stanie ustać na nogach:) Wyszła ze mnie „baba”, ponieważ najbardziej smakuje mi nie klasyczny mezcal, a smakowy. W sklepach można zakupić mezcale w wielu smakach, mi najbardziej smakowała pistacja i mango. Polecam każdemu aby wybrać się na taką degustację!

Oaxaca is famous for its local alcohol called Mezcal. While in the city, I had the opportunity to try this drink, but I did not know how exactly it is produced. One of the stops of the trip was a visit to the place where Mezcal is produced. Thanks to this, I had the opportunity to see the whole process of creating this alcohol.

Many people thinks that mezcal is similar to tequilla, but they are very different. Mezcal is created from many species of green agave and the whole agave core. Moth larvae that feed on agave leaves are added to some mezcal.

Personally I have tried about 10 different mezcals. I was very surprised that I was still able to stand 😉 I am typical „woman”, because my favourites were flavoured mezcals, not classic. You can find many various mezcals in stores, my top of the top was pistachio and mango. Everyone should try it!

Nasza wycieczka zakończyła się w fabryce dywanów, gdzie wykorzystuje się naturalne barwniki oraz ręcznie tworzy każdy z niesamowicie pięknych dywanów.

Na początku pokazano nam jak tworzyć barwniki z naturalnych składników, każdy miał okazję mieszać ze sobą różne składniki i dzięki temu tworzyć przepiękne farby. Czasami byłam zaskoczona, bo wydawało mi się, że powstanie zupełnie inny kolor, a tu nagle wyskoczył fiolet 🙂

Kolejnym etapem było pokazanie jak wytwarzana jest nić z włókna, a na końcu pokaz tworzenia dywanów na specjalnych maszynach. Niezwykłe jest to, że aby stworzyć jeden dywan, należy przeznaczyć minimum kilka dni do tygodni, w zależności od detali. WOW. Stąd też wzięły się ich niebotyczne dla mnie ceny, dlatego jedyną pamiątką z tego miejsca są moje wspomnienia i zdjęcia:)

Our trip ended in a carpet factory, where they use natural paints and everything is made manually.

At the beginning they showed us how to create dyes from natural ingredients, everyone had the opportunity to mix different ingredients together and create beautiful paints. Sometimes I was surprised because it seemed to me that a completely different color would appear, and then suddenly it was purple 🙂

The next step was to show how fiber thread is produced, and finally to show how to make carpets on special machines. It is amazing that to create one rug, you need several days to weeks, depending on the details. WOW. Hence their huge prices, which is why the only souvenir from this place are my memories and photos 🙂

Podziękowania. Thank you.

Na sam koniec tego etapu podróży chciałabym opowiedzieć Ci nieco o moich gospodarzach. Poznałam ich trzy lata wcześniej na obozie letnim w Maine. Podczas mojej drugiej wizyty w przepięknym Casco w Maine pracowałyśmy z Keilą jako housekeepers (o urokach pracy), natomiast jej chłopak (obecnie mąż) Jorge był jednym z chłopaków złotych rączek, czyli maintenance. Wspólnie przez trzy miesiące dzieliliśmy radości, ale także trudy życia w polowych warunkach. Już wtedy wiedziałam, że kiedyś odwiedzę Meksyk, ale nigdy nie przypuszczałam, że wielu meksykańskich przyjaciół jak jeden mąż będzie chciało ugościć mnie w swoich progach.

Moi kochani przyjaciele Keila i Jorge z Oaxaca poświęcili mi wiele czasu. Mam wrażenie, że postawili sobie za punkt honorowy to, abym spędziła w ich mieście jak najcudowniejszy czas. Spotykaliśmy się codziennie po ich pracy, i praktycznie codziennie próbowałam nowych potraw i poznawałam nowe meksykańskie zwyczaje. Spędziliśmy także wspólnie cały weekend, mimo że wcale tego od nikogo nie oczekiwałam. Moi przyjaciele dali prawdziwy popis gościnności i niesamowicie zaskoczyli mnie swoim nastawieniem. Jestem ogromnie szczęśliwa i wdzięczna, że miałam szansę ponownie ich spotkać. Że po wspólnych przygodach na campie w Maine (post), mogliśmy przeżyć kolejne w ich ojczyźnie. Że po trzech latach po spotkaniu w USA, trzech latach sporadycznego kontaktu na facebooku, spędziliśmy wspólnie tydzień, podczas którego ani trochę nie poczułam, że minęły trzy lata. To jest dla mnie definicja prawdziwej przyjaźni, mimo mijających lat, czuliśmy, że nie minął nawet dzień. A przede wszystkim jestem wdzięczna za to, że mogłam poznać ich życie od kuchni. I w ogóle mam wrażenie, że dzięki temu poznałam ich jeszcze bardziej i bardziej pokochałam. Dziękuję z całego serca.

At the very end of this post and of the journey in Oaxaca I would like to tell you a bit about my hosts. I met them three years earlier at a summer camp in Maine. During my second visit to beautiful Casco in Maine, we worked with Keila as housekeepers (post), while her boyfriend (now husband) Jorge was one of the boys of the maintanance. Together for three months we shared the joys, but also the hard times of living at the camp. Even then I knew that one day I would visit Mexico, but I never thought that many Mexican friends would want to welcome me in their homes in future.


My lovely friends Keila and Jorge from Oaxaca reserved a lot of time to me. I have the impression that they have set themselves a point of honor for me to spend the most wonderful time in their city. We met every day after their work, and practically every day I tried new dishes and learned new Mexican traditions. We also spent the whole weekend together, even though I didn’t expect it from anyone. My friends gave a real example of hospitality and amazingly surprised me with their attitude. I am extremely happy and grateful that I had the chance to meet them again. That after joint adventures at a camp in Maine (post), we could experience another one in their homeland. That after three years from our meeting in the US, three years of occasional contact on Facebook, we spent a week together, during which I did not feel that it was three years of separation at all. This is the definition of true friendship for me, despite the passing years, we felt that not even a day has passed. And above all, I am grateful that I could get to know their life from the inside. And in general I have the impression that thanks to this I met them even more and I loved them more. Thank you with all my heart.

1 Komentarz

  • […] W pobliżu kościoła znajdują się starożytne ruiny, które zwiedzać można za 75 pesos, czyli 16 zł. Jednak nie jest to konieczne, ponieważ wychodząc z kościoła i wracając schodami w dół, możesz zejść tylko do połowy schodów i następnie skręcić w lewo. Dotrzesz do miejsca, gdzie znajduje się ścieżka oraz płot, przez który można oglądać ruiny z odległości. Ja tak zrobiłam, ponieważ już wcześniej udało mi się zwiedzić ruiny w Monte Alban oraz Mitlę. […]

Dodaj komentarz